Roy Hession: „Droga Golgoty”


Rozdział 7

Źdźbło i belka


Proszę zwrócić uwagę! Ten przyjaciel nasz ma coś w oku! A choć jest to coś bardzo drobnego, co Pan Jezus nazwał źdźbłem, to jednak sprawia dotkliwy ból, a przyjaciel nasz jest zupełnie bezsilny, aby cokolwiek robić do czasu, gdy to zostanie usunięte z jego oka. Z całą pewnością jest naszym obowiązkiem, jako przyjaciół, zrobić wszystko, co jest w naszej mocy, w celu dopomożenia mu w usunięciu tego obcego ciała z oka, a będzie nam niewątpliwie ogromnie wdzięczny, gdy nam się uda to uczynić. My bylibyśmy również wdzięczni, gdyby on wyświadczył podobną przysługę nam.

W świetle tego wydaje się rzeczą jasną, że prawdziwym celem znanej wypowiedzi Pana Jezusa, o której czytamy w Ewangelii Mateusza 7:3–5, o belce i źdźble, nie jest bynajmniej zabranianie nam usiłowania usunięcia jakiejś wady z życia innej osoby, a raczej wręcz coś przeciwnego. Pan Jezus daje nam do zrozumienia, że powinniśmy za wszelką cenę starać się usługiwać w tym względzie jeden drugiemu.

Co prawda na pierwszy rzut oka wydaje się, że główny nacisk w tym porównaniu Pan Jezus położył na unikaniu małostkowości w wyszukiwaniu błędów u drugich, ale gdy się tej właściwości wreszcie pozbędziemy, wówczas zakończenie tej wypowiedzi podkreśla okoliczność, że będziemy mogli przejrzeć, aby wyjąć źdźbło z oka brata naszego. Stosownie więc do nauki Nowego Testamentu powinnością naszą jest zrobić wszystko, aby usunąć źdźbło, które uniemożliwia patrzenie bratu naszemu i w ten sposób okazać naszą wielką troskę o niego, oraz dać wyraz naszemu pragnieniu, aby mógł odzyskać utracone błogosławieństwo. Słowo Boże zaleca nam, abyśmy się wzajemnie napominali (Kol 3:16; Hbr 3:13), jedni drugim nogi umywali (J 13:14) i pobudzali jedni drugich do miłości i dobrych uczynków (Hbr 10:24). Miłość Pana Jezusa rozlana w sercach naszych będzie niewątpliwie nakłaniała nas do udzielenia pomocy naszemu bratu w ten sposób.

Gdy z całą pokorą gotowi jesteśmy upominać kogoś i zachęcić go do lepszego naśladowania dróg Bożych — stosownie do tego, jak nami w tym względzie Bóg pokieruje, rezultatem tego może być ogromne błogosławieństwo dla wielu. Na przykład swego czasu pewien skromny Szwajcar pochodzący z Bazylei, imieniem Nicholas, członek stowarzyszenia Przyjaciół Bożych, przeprawił się przez góry i udał się do Strassburga, gdzie wszedł do zboru, którego przełożonym był Dr Tauler, bardzo w tym mieście popularny kaznodzieja. Nicholas zwrócił się do tego męża Bożego z następującymi słowami: „Zanim, doktorze Tauler, będziesz mógł dokonać największej pracy dla Boga, tego miasta i całego świata, musisz umrzeć — umrzeć swoim darom, swojemu „ja”, swojej popularności, a nawet swojej dobroci, a gdy nauczysz się pełnego znaczenia Krzyża, staniesz się uczestnikiem nowej mocy zarówno w stosunku do Boga jak i w stosunku do ludzi”. To wyzwanie, skierowane pod adresem Dr Taulera w tak skromny sposób i przez tak nieznacznego chrześcijanina, zmieniło zupełnie życie tego męża Bożego i rzeczywiście nauczył się umierać, a dzięki temu stał się jednym z najpotężniejszych czynników, które przygotowały drogę Lutrowi i Reformacji.

A w tym właśnie urywku Słowa Bożego Pan Jezus objaśnia, w jaki sposób możemy tego rodzaju usługę jeden drugiemu wyświadczyć.

Czym jest belka?

Na pierwszym miejscu Pan Jezus zwraca nam uwagę na to, że bardzo często bywa tak, że ktoś usiłuje wyjąć z oka bliźniego jakieś maleńkie obce ciało — może jakąś drobniutką cząstkę trocin, gdy w jego własnym oku w tym samym momencie znajduje się belka, czyli ogromny kawał drewna. Gdy zachodzi taka okoliczność, jest rzeczą oczywistą, że nie ma najmniejszej po temu możliwości, aby taki człowiek mógł skutecznie dokonać usunięcia źdźbła z oka bliźniego, ponieważ nie może sam widzieć dostatecznie dobrze, a więc usiłowanie dokonania takiej przysługi nie jest niczym innym jak tylko obłudą.

Wszyscy domyślamy się, co Pan Jezus miał na myśli, gdy mówił o źdźble w oku drugiej osoby. Jest to jakaś wada, którą, jak nam się zdaje, w niej dostrzegamy. Może to być jakiś czyn, który osoba ta zrobiła w stosunku do nas, lub stanowisko, jakie w stosunku do nas zajęła. Co jednakże miał Pan Jezus na myśli, gdy mówił o belce, znajdującej się w naszym oku? Moim zdaniem, belką tą jest po prostu pozbawiona miłości reakcja z naszej strony na czyn naszego bliźniego, czyli na źdźbło w jego oku. Niewątpliwie osoba ta popełnia coś niewłaściwego, ale sposób, w jaki myśmy na to zło zareagowali, jest również złem! Owo źdźbło w nim sprawiło, że w nas pojawiła się niechęć, albo chłód, może krytycyzm lub gorycz, może też jakaś złośliwa wypowiedź, lub zła wola, z których każda jest wariantem podstawowego zła, to jest braku miłości.

A to, jak twierdzi Pan Jezus, jest czymś nieskończenie gorszym od owej małej odrobiny zła (popełnionego niekiedy zupełnie nieświadomie), która tego rodzaju reakcję sprowokowała. W języku greckim słowo źdźbło ma właściwie znaczenie małego opiłka, albo drzazgi. Porównując go z belką Pan Jezus chce nam przedstawić w sposób obrazowy, jak wielka dysproporcja zachodzi pomiędzy tym, co zrobił nasz bliźni, a naszą winą! Ilekroć wskazujemy jednym naszym palcem na kogoś innego mówiąc: „To jest twoja wina”, trzy dalsze nasze palce wskazują na nas samych. Oby Bóg zlitował się nad nami, zaiste bowiem wiele razy byliśmy winni tego rodzaju rzeczy, gdy w obłudzie naszej usiłowaliśmy upominać drugiego, podczas gdy Bóg widział, że w naszych sercach była rzecz o wiele gorsza.

Nie myślmy jednakże, że belką jest tylko jakaś gwałtowna reakcja z naszej strony. Pojawienie się pierwszych oznak niechęci już jest belką, a podobnie jest nią pierwszy przebłysk nieuprzejmej myśli, albo pierwsza tendencja do nieuprzejmego skrytykowania kogoś. Jeśli zaistnieje taka sytuacja, wówczas nasza zdolność duchowego widzenia natychmiast zostaje omal że zupełnie sparaliżowana, a wtenczas nie będziemy nigdy mogli zobaczyć naszego brata takim, jakim jest naprawdę, czyli gorąco umiłowanym przez Boga. Jeśli w takim duchu będziemy mówili o tych rzeczach do naszego brata, wynikiem tego będzie jedynie to, iż i on z kolei zacznie mówić do nas hardo, jest bowiem prawem, które obowiązuje w stosunkach między ludźmi, że jaką miarą mierzycie, taką wam odmierzone będzie”.

Zanieś to na Golgotę

A więc nie! „Wyjmij pierwej belkę z oka swego!” Oto co musimy zrobić na pierwszym miejscu. Musimy zrozumieć, że nasza nieuprzejma reakcja i brak miłości w stosunku do drugiej osoby jest grzechem. Musimy to zanieść na kolanach pod Krzyż, na Golgotę, tam ujrzeć Jezusa i uświadomić sobie choć w małej części, ile ten grzech Go kosztował. Musimy pokutować i odwrócić się od tego grzechu u Jego nóg, na nowo zostać złamanymi i zaufać, że Pan Jezus oczyści nas z tego grzechu Swoją Krwią, a napełni nas miłością do tej osoby — a On to uczyni, jeśli powołamy się na Jego obietnicę w tym względzie. A potem będziemy musieli prawdopodobnie udać się do tej osoby w charakterze pokutującego, przyznać się jej, jaki grzech znalazł się w naszym sercu i czego w nim dokonała Krew, a równocześnie prosić, aby i tamta osoba zechciała nam wybaczyć. Wiele razy ci, którzy nas obserwują, powiedzą — a niekiedy uczynią to i nasze własne serca, że grzech, który wyznajemy, nie jest ani w małej części tak wielkim złem jak to, co ta druga osoba uczyniła, chociaż ona jeszcze tego nie wyznaje. Ale myśmy byli na Golgocie — a co więcej, uczymy się żyć w cieniu Golgoty, a ujrzawszy nasze grzechy tam, w całej ich ohydzie, nie potrafimy więcej porównywać ich z grzechami innych.

Gdy więc przedsięweźmiemy te proste kroki pokuty i w ten sposób pozbędziemy się owej belki, która znalazła się w naszym oku, wówczas będziemy dopiero zdolni do usunięcia źdźbła z oka naszego bliźniego. W tym momencie Bóg oświeci nas Swoim światłem i będziemy mogli wyraźnie zobaczyć, na czym polega potrzeba naszego bliźniego, a z czego ani my, ani on dotąd nawet sobie nie zdawaliśmy sprawy. Może się wówczas łatwo zdarzyć, iż się okaże, że źdźbła, którego obecność poprzednio tak nas drażniła, w istocie w ogóle nie ma — domniemana jego obecność była tylko odbiciem czegoś, co znajdowało się w nas samych. Z drugiej zaś strony Pan może objawić nam pewne ukryte, gdzieś w głębi duszy naszego bliźniego leżące rzeczy, których obecności nawet nie podejrzewał, a wtedy musimy upomnieć go z całą pokorą, stosownie jak nami pokieruje Bóg, aby i on te rzeczy ujrzał i także je mógł przynieść do Zdroju, w którym by mogły zostać obmyte, a tak wyzwolenie z tego grzechu stanie się jego udziałem. Wtedy też brat nasz tym chętniej nam pozwoli w ten sposób mu usłużyć — a jeśli jest człowiekiem pokornym, to nam gorąco podziękuje za przysługę, będzie bowiem uświadamiał sobie, że w naszym sercu nie ma żadnego egoizmu, żadnej samolubnej pobudki do czynienia tego, a powoduje nami wyłącznie miłość i troska o niego.

Nie pozwólmy więc, gdy Bóg nas prowadził ku usłużeniu w ten sposób naszemu bliźniemu, powstrzymać się jakiemuś strachowi od wyświadczenia tej usługi. Nie dyskutujmy też i nie starajmy się przekonać danej osoby, że mamy rację. Po prostu powiedzmy, co nam Bóg położył na sercu i pozostawmy naszego brata, poprzestając na tym. Jest to dzieło Boże, a nie nasze i sam Bóg sprawi, że dana osoba ujrzy sytuację swoją, jaką jest istotnie. Niekiedy potrzeba dłuższego czasu na to, aby stać się gotowym do ugięcia swego sztywnego i pysznego karku „ja”!… A gdy z kolei ktoś nas upomni, nie usiłujmy usprawiedliwiać i uzasadniać naszego postępowania. Przyjmijmy upomnienie w milczeniu, dziękując temu, który nam je dał; a potem udajmy się do Boga w tej sprawie i zapytajmy Jego, czy upomnienie jest słuszne, czy też nie. Jeśli było słuszne, bądźmy dostatecznie pokornymi, aby upominającemu nas to powiedzieć, a wówczas będziemy uwielbiali Pana razem. Nie ma co do tego żadnej wątpliwości, że się nawzajem ogromnie potrzebujemy. Są takie dziedziny w naszym życiu, co do których jesteśmy zupełnie jakby ślepi, i nigdy nie ujrzymy tych rzeczy, jeśli nie będziemy gotowi przyjąć pomocy od kogoś drugiego, przez którego Bóg do nas mówi.